Ślązak cierpliwy i twardy
  Przyjaciele
 
Mój Tatuś
Jest tyle wspomnień, które trzeba zapisać. Ważny to człowiek w moim życiu.




http://www.wspomnijbliskich.pl/8265963?s_source=ppsl_zach



 

Ernest Szymik, spolegliwy przyjaciel rzemiosła

Anna Malinowska

Ernest Szymik przez wiele lat był prezesem Śląskiej Izby Rzemieślniczej (ARCHIWUM RODZINNE ERNESTA SZYMIKA)

  • 1

Katowice, akademia opowieści

- Gdyby nie Ernest Szymik, wielu rzemieślników nie przetrwałoby w czasach PRL-u - jest pewien Jan Klimek, prezes Izby Rzemieślniczej w Katowicach.

Przez plac Wolności w Katowicach każdego ranka przechodzi charakterystyczna postać. Zawsze w garniturze, buty starannie wypastowane, pewnym krokiem zmierza do kamienicy pod numerem 12. Od 1922 roku mieści się tam siedziba Izby Rzemieślniczej. Mężczyzna nazywa się Ernest Szymik i jest jej prezesem. Ma tyle samo lat, co ona.

Przed wojną Szymik uczy się gry na skrzypcach, ale bardziej pociąga go ekonomia. Po okupacji kończy studia na katowickiej Akademii Ekonomicznej, w 1947 roku zaczyna pracę w Izbie. Przechodzi przez wszystkie szczeble awansu, aż w końcu zostaje jej prezesem. W pracy poznaje Weronikę, przyszłą żonę. Jej ojcem jest Paweł Biela, mistrz ślusarstwa i mechaniki precyzyjnej z Podlesia, jeden z założycieli Izby.

Urzędnicy straszą domiarami

Określenie „prywatna inicjatywa” pojawia się po raz pierwszy w Manifeście PKWN: „Zniesione zostaną niemieckie znienawidzone zakazy, krępujące działalność gospodarczą, obrót handlowy między wsią i miastem. […] Inicjatywa prywatna, wzmagająca tętno życia gospodarczego, również znajdzie poparcie państwa”. Ale już pod koniec lat 40. władze wycofują się z tych deklaracji. Z „prywatną inicjatywą” komunistom nie po drodze. Rozpoczyna się tzw. bitwa o handel. Jej początkiem jest wystąpienie Hilarego Minca, ministra przemysłu i handlu. Sejm uchwala nowe ustawy – po to, by sektor prywatny nie groził odrodzeniem kapitalizmu. Na prowadzenie przedsiębiorstw handlowych i budowlanych potrzebne są specjalne zezwolenia. Powstaje przedsiębiorstwo państwowe Powszechne Domy Towarowe, które ma być konkurencją dla małych sklepów prywatnych. Władza wprowadza utrudnienia, np. przy zakupie towarów w hurtowniach, albo dający się we znaki rzemieślnikom domiar, czyli de facto uznaniowy podatek. Domiary naliczano, gdy urzędnik stwierdził jakąś nieprawidłowość. Wlepiano je za najmniejsze przewinienia.

Wokół przedsiębiorców – kupców, właścicieli piekarń, zakładów krawieckich czy ogrodników – narasta wrogość. Propaganda nazywa ich „badylarzami”, „spekulantami”, „prywaciarzami”… W takich realiach działa Izba Rzemieślnicza w Katowicach.

W latach 50. władza decyduje się na przejęcie samorządowych organizacji rzemieślniczych. W Izbie pojawiają się władze komisaryczne. Domiary i ciągłe problemy z dostępem do surowców wyniszczają śląskich rzemieślników. Jak na huśtawce. Raz partia zapewnia o wyjątkowości rzemiosła, raz straszy domiarami. Zawsze, gdy są kłopoty, rzemieślnicy radzą się Ernesta Szymika.

Brakuje mięsa, benzyny, kakao

Rodzice Jana Klimka (rocznik 1952) prowadzą cukiernię w Chełmie Śląskim. On też uczy się na cukiernika. Ma 14 lat, gdy zaczyna praktykę w słynnej kawiarni Kryształowa w Katowicach. Klimek chce być cukiernikiem, ale pragnie zdobywać wiedzę. Zdaje egzaminy na Akademię Ekonomiczną. W 1971 roku pisze pracę magisterską o rzemiośle. Brakuje mu jednak wiedzy, po pomoc idzie na plac Wolności, do siedziby Izby Rzemieślniczej. Słyszy, że prezes przyjmie go osobiście.

W gabinecie wita go uśmiechnięty starszy mężczyzna. Krępy, z gęstą czupryną siwych włosów. Mężczyznom świetnie się rozmawia, Klimek opowiada prezesowi o rodzinnych tradycjach cukierniczych. – Niech pan do nas przychodzi – zachęca Szymik.

Trzy lata później Klimek otwiera własny cukierniczy biznes i angażuje się w prace Izby. Wciąż słyszy, że rzemiosło to piąte koło u wozu, bo socjalizm trzeba budować kolektywnie, a nie „na swoim”.

Klimek z podziwem obserwuje Szymika

– Brakuje nam benzyny – skarżą mu się właściciele zakładów pogrzebowych. Szymikowi udaje się zdobyć dla nich dodatkowe talony. Przy okazji załatwia też opony do karawanów. Cukiernicy również narzekają: brakuje kakao, maszyn, cukru, mąki, marmolady. Prezes otwiera dla nich specjalną hurtownię! Jest w niej wszystko, co trzeba, brakuje jedynie śmietany. Jeden z pomysłowych rzemieślników konstruuje coś w rodzaju wirówki. Wsypuje się do niej masło i mleko w proszku, a z maszyny wychodzi śmietana.

Szymik jakimś cudem załatwia dostawy mięsa dla wędliniarzy, często chodzi do urzędu wojewódzkiego i przekonuje urzędników, jak ważne są firmy rodzinne. Potrafi zjednywać sobie ludzi.

Nie pomoże koniak, ale prezes na pewno

– Znaleźli u mnie proszek do pieczenia. Nie było go w ewidencji. Dowalili mi taki domiar, że w kapciach pójdę! – jeden z piekarzy skarży się Szymikowi. Klimek przysłuchuje się tej rozmowie. Szymik kiwa głową, niczego nie obiecuje, ale gdy piekarz wychodzi, natychmiast łapie za płaszcz. – Przecież tak nie może być! – wybiega zdenerwowany.

W latach 80. urzędnicy szaleją. Wlepiają domiary na prawo i lewo. Czasem pomaga łapówka, czasem wystarcza koniak lub pudełko czekoladek. Ale z tym piekarzem to jakaś poważniejsza sprawa. Szymik staje na głowie, żeby mu pomóc. Jedzie nawet do Ustronia, do generała Jerzego Ziętka. Generał jest już stary, schorowany, ale wciąż ma wielkie wpływy. Klimek nie ma pojęcia, skąd się znają. Interwencja jest skuteczna.

Nie zawsze udaje się pomóc. Na jednego z właścicieli zakładów kamieniarskich spada kontrola za kontrolą. Kamieniarz umiera, zanim interwencje Szymika przynoszą skutek. Prezes ma dużo roboty – w latach 80. w katowickiej Izbie jest zrzeszonych 26 tysięcy rzemieślników. Niemal każdy ma jakieś problemy.

Prezes działał jak generał Ziętek

Po 1989 roku przedsiębiorcy wreszcie przestają być nazywani „prywaciarzami”. Działa kodeks pracy, towary można kupować w hurtowniach, koniec z domiarami. Ernest Szymik ma 67 lat i postanawia przejść na emeryturę. Wychował córkę i dwójkę przysposobionych dzieci. – Czas zająć się wnukami, rodziną – mówi Klimkowi, który zdążył zrobić doktorat, habilitację i został profesorem.

Ernest Szymik umiera w katowickim Podlesiu w 2011 roku, jego stanowisko piastuje teraz Jan Klimek. – Jeśli ktoś mnie pyta o osobę ważną, prawdziwy autorytet, odpowiedź może być tylko jedna. Ernest Szymik był człowiekiem spolegliwym. Dlatego jedna z nagród naszej Izby nosi tytuł „Spolegliwy przyjaciel rzemiosła”. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie on, w czasach PRL-u wielu rzemieślników by nie przetrwało. Szkoda, że nikt wtedy jego działań nie dokumentował. Ale osoby, którym Szymik pomógł, wiedzą, co dla nas robił. Pomagał bezinteresownie – zaznacza Klimek. – Działał jak generał Ziętek. Oni nawet byli podobni posturą. Ten sam wzrost, figura. Wolał robić, niż gadać. Zawsze powtarzał: „Dajcie mi chwilę pomyśleć, coś zaradzimy”.

Jerzy Ziętek dał Katowicom Spodek i Park Śląski, a Ernest Szymik w ciemnych czasach chronił piekarzy, krawcowe, kamieniarzy, krawców, cukierników… – mówi Klimek.

***
Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”








 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (7 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=